Dlaczego nie lubię wesel?

O gościach w kształcie talerzy

i weselnym fochu

Na początku pragnę zaznaczyć, że bardzo szanuję wszystkich, którzy marzą o weselach, organizują je i świetnie się na nich bawią.  Szanuję i podziwiam. Wesele, na które para decyduje się z własnej chęci jest zawsze świetnym wyborem i super imprezą i w żadnym razie nie śmiem podważać takich decyzji i działań. Ba, na niejednym weselu sama dobrze się bawiłam!

Ja osobiście nie chcę mieć wesela, ale wynika to z mojej natury i z kilku prywatnych powodów. Impreza bez pompy jest mi bliższa. Nie lubię być w centrum uwagi i… jestem beznadziejna w organizowaniu czegokolwiek. Poza tym nie śmierdzimy groszem… choć podobno pecunia non olet 😉

Jest poza tym kilka rzeczy, których w weselach nie znoszę i o nich tu poniżej się wypowiem:

Roszczeniowa postawa gości

Nie znoszę roszczeniowej postawy weselnych gości, obrażonych koleżanek i cioć, którym: złe miejsce przypadło w udziale, kotlecik za mdły, barszczyk z proszku, a panna młoda wygląda na zmęczoną.

Mowa tu o gościach, którzy z miną znawcy komentują wszystko i wszystkich – krytycznie rzecz jasna – stawiając siebie w roli gościa honorowego, dla którego ta cała impreza jest organizowana i któremu powinno się w pełni dogodzić. Co oczywiście jest niewykonalne, nie poruszając już nawet kwestii tego, że takich gości jest kilkunastu i każdy ma swoją odmienną wizję świata.

4 henry vi pt3Talerzyk!

To jedno ze słów, na dźwięk których mam ciarki na plecach: „Ile za talerzyk?”, „Tyle od was wzięli za talerzyk?!”, „Talerzyk musi się zwrócić!”.

Właściwie nie ma gości weselnych, są tylko talerzyki. Mniej lub bardziej wypełnione i z mniejszymi lub większymi przyległościami w postaci muzyki, winietek czy upominków (podziękowań), które składają się na ich całościową cenę.

Nie dość, że gość sprowadzany jest do miana talerza, to jeszcze musi sobie za ten talerz zapłacić! Nic nie irytuje mnie bardziej, niż słyszane wszędzie rady, że do koperty trzeba włożyć tyle, żeby zwrócił się… TALERZYK!

Litości! Jak młodzi niegniewni chcą sobie zrobić imprezę, na którą wstęp jest płatny, to niech ją biletują.

Nie ma kochanej cioci, nie ma kochanej przyjaciółki – są za to okrąglutkie talerze, które wtaczają się do naszej sali weselnej. Nie ma prezentów od serca, pięknych gestów – są tylko opłaty za talerze.

Talerzowym weselom mówię NIE!

Wedding plate

Foch weselny

Foch weselny jest tylko pośrednio związany z weselem, gdyż dotyczy osób, które na takowe nie zostały zaproszone.

Wiadomo, że wesela są drogie. Wiadomo, że ceremonia w kościele kosztuje słono i poczęstunek dla każdej osoby oraz alkohol tani nie jest. Nie mówiąc już o oprawie całej imprezy…

Jak można się gniewać na to, że ktoś nie zaprosił nas na wesele?

Wkurza nas, że ktoś nie miał kolejnych 140 zł na nasz talerzyk (za który btw i tak musielibyśmy mu potem zwrócić)? Jesteśmy wściekli, że panna młoda kupiła sobie ładne kolczyki kosztem dwóch cioć piąta woda po kisielu? Jak mogła! Powinna ubrać się w wór pokutniczy, w reku nieść kępę trawy a za muzyków wziąć świerszcze, ale za to zaprosić całe kuzynostwo babci, o którym nawet nie słyszała, ale może dobra okazja, aby się poznać – najwyżej nie zaiskrzy!

Jeśli szczerze nam na kimś zależy, to przyjdziemy na ślub, złożymy życzenia i damy kwiatek – jeśli dopadnie nas weselny foch, to możemy być pewni, że naszą relację z młodą parą już dawno trafił szlag.

Queen Anne's Lace

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Dlaczego nie lubię wesel?

  1. Pingback: A zwróciło się Wam wesele? | No to siup ŚLUB!

  2. Ja nie zapomnę jak moja prababcia chciała żebyśmy na nasze wesele zaprosili moją ciocię (widziałam ją może 3 razy w życiu) i chciała nam dać za to o tysiaka więcej do prezentu… zostawie to bez komentarza, bo nie byłby miły.
    Ale powiedziałam stanowcze nie, tak jak ze wszystkimi dzikimi pomysłami mojej rodziny i dobrymi radami, bo mogłam sobie na to pozwolić – wesele w całosci było fundowane z kieszeni mojej i meża, co okazało się zawsze być kluczowym argumentem na wszystko 🙂

    • My na całe szczęście też mieliśmy tego finansowego „asa” w rękawie!
      Ciężko się przebić z własnymi pomysłami, ale godzenie się na wszystkie szalone pomysły starszyzny plemiennej raczej też nie zapewniłyby nam spokoju ducha 😉

  3. Też nie lubię wesel. Zapraszania ciotek – klotek, które nawet nie wiem kim są. Kiczowatych 5 godzinnych filmów. A najbardziej wiejskiej muzyki i przyśpiewki, a teraz idziemy na jednego. Nie znoszę oczepin i zabaw weselnych. PO prostu tego nie lubię. I już. Czy mam się z tego tłumaczyć? I don’t think so. Sama miałam obiad weselny – dla najbliższej rodziny, a potem imprezę dla znajomych – absolutnie na nic innego bym tego nie zamieniła. Było tak, jak chciałam 🙂 jak chciał mój mąż. Lepiej nie mogliśmy tego zorganizować 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s