Zamiast wesela

Ślub bez wesela? Kto to słyszał!

Co zamiast tradycyjnego wesela?

Obiad lub przyjęcie zamiast wesela?

Ojjj długo się zastawialiśmy jak to ugryźć.

Właściwie przez ten dylemat sporo zwlekaliśmy ze ślubem!

To przykre, że brak pomysłu na imprezę może sparaliżować postęp związku, ale rzeczywistość okazała się nieubłagana: jakby nie było, doniosły akt związania się na wieki trzeba jakoś zorganizować, a każdy pomysł niestety miał jakieś luki, których nijak nie umieliśmy wypełnić i wracaliśmy do punktu wyjścia.

Główny szkopuł tkwił w tym, że nie chcieliśmy tradycyjnego wesela. Można by uciec na wyspy i pobrać się na jakiejś plaży, ale w naszym przypadku to nie wchodziło w grę, bo jednak chcieliśmy mieć przy sobie rodzinę i przyjaciół.

Bashful BrideNadrzędny dylemat przedstawiał się więc następująco: jak wziąć ślub i uczcić to w zgodzie ze sobą, jednocześnie oddając szacunek bliskim i mieć możliwość miłego spędzenia czasu z przyjaciółmi?

Przez jakiś czas próbowaliśmy jeszcze liczyć się z opiniami innych na temat naszej imprezy bez tradycyjnego wesela, w końcu jednak stwierdziliśmy, że aby ruszyć do przodu z czymkolwiek musimy odrzucić wszelkie dobre rady i święte oburzenie, chwycić się mocno za ręce, zamknąć uszy na szepty i pomruki z zewnątrz i po prostu przystąpić do działania na naszych warunkach.  Dodam, że dużo łatwiej zdobyć się na taki krok parom posiadającym własne oszczędności i nie muszącym realizować własnych, niekoniecznie standardowych marzeń, za cudze pieniądze… – moim zdaniem jeśli wesele w całości sponsorują rodzice, mają prawo choć w części o nim decydować.

Brides by CherieJPhotography

Oto opcje, które rozważaliśmy mniej lub bardziej na serio:

1. Ślub na plaży
Finansowo na pewno nie wyszłoby to nas zdrożej niż małe wesele, ale jak już wspomniałam, szkopuł tkwił w braku obecności bliskich, a to nie chcieliśmy przystać.

2. Przyjęcie poślubne w ogrodzie
Opcja dla osób mających własne domy i ogródki. Ślub bierzemy w pobliskim kościele, a impreza odbywa się w przydomowym ogródku. Jedzenie przygotowujemy z pomocą bliskich, a na noc wszystkich gości upychamy we wszystkich możliwych kątach domostwa. W czasie imprezy muzyka leci z wyniesionego do ogrodu boom-boxa i wszyscy tańczą na trawie. Szkopuł: nie mieliśmy domu z ogródkiem. Ale byłam na takim weselu i było świetnie!

3. Małe wesele
Właściwie kameralne przyjęcie na 30-40 osób w jakiejś ładnej knajpce mogłoby być strzałem w 10, ale zacięliśmy się w momencie ustalania listy gości. Mamy bardzo liczne rodziny, a nie wypada jednak zaprosić jednego brata mamy z rodziną, a drugiego już nie. Zasada brzmi: albo wszyscy albo nikt i choć nikt nie zmuszał nas do trzymania się tej zasady, uważam ją za słuszną i na pewno nie chciałam doprowadzić do sytuacji, żeby z okazji naszego ożenku ktokolwiek poczuł się pominięty czy poszkodowany.

4. Przyjęcie w Toruniu
Pozostawiając na chwilę zmagania z listą gości, postanowiliśmy rozważyć opcję zorganizowania mniejszego czy większego przyjęcia w mieście naszego zamieszkania, jakim jest Toruń. Niestety cała reszta rodziny mieszka gdzieś indziej, a jej zdecydowana większość: na Mazurach. Zapraszając wszystkich do Torunia, zbankrutowalibyśmy na noclegach, choć za duży plus uważałam dodatkową atrakcję dla gości, jaką byłaby możliwość zwiedzania tego pięknego miasta. Mój pomysł na przyjęcie był taki: obiad + komfortowy nocleg + zwiedzanie. Oczyma wyobraźni już widziałam te mapki dołączane do zaproszeń. Niestety ze względów finansowych ta opcja odpadła. Aby zrealizować ją porządnie, trzeba by się porządnie wykosztować.

Vietnamese Wedding Photo Shoot

5. Obiad tylko dla najbliższych
Mogłoby być idealnie: nie musielibyśmy ograniczać się finansowo z menu i noclegami – można by zorganizować toruńskie superwakacje dla rodzeństwa i rodziców. Ale: co ze znajomymi? ślub bez ukochanej przyjaciółki? bez kuzynki, z którą chciałabym się zobaczyć? bez spotkania całej rodziny, do którego dochodzi tak rzadko? Niestety, odpada. Za bardzo lubimy ludzi ich liczne towarzystwo!

6. Tylko dla wybrańców
Marzyłam o tym, żeby móc zaprosić na nasz ślub i przyjęcie tylko te osoby, z którymi utrzymujemy kontakt. Niestety w tym względzie mocno ograniczały nas konwenanse: bardzo nie chciałam, aby ktokolwiek się na nas nie obraził. Koleżanki mówiły: „Olej to! To wasz dzień!”, ale ja w głębi duszy wiedziałam, że nie potrafię… i dalej szukałam złotego środka. Już teraz zdradzę, że go znalazłam, ale o tym później 😉

7. Obiad dla wszystkich
Opcją, która przypadła nam do gustu najbardziej było zorganizowanie ogromnego obiadu i zaproszenie na niego absolutnie wszystkich: znajomych i całą rodzinę w promieniu obejmującym rodzeństwo rodziców i ich rodziny + ciocie „piąta woda po kisielu”, z którymi utrzymujemy kontakt.

I w tym wypadku lista gości musiała być okrojona i nie znalazło się na niej kuzynostwo rodziców z rodzinami, u których byliśmy na jednym weselu, ale niestety… trzeba było zastosować jakieś ostre cięcie. Pocieszałam się myślą, że nigdzie nie jest napisane, że trzeba koniecznie zaprosić na ślub tych, u których też się gościło i że rekompensatą za zaproszenie jest przecież prezent a nie tego typu zobowiązanie.

Zalety tego rozwiązania: nikt nie zrzędzi i nikt się nie obraża, bo zaproszeni są wszyscy. Zaproszeni są tylko na obiad, więc już we własnej duszy, sercu czy żołądku (jak kto woli 😉 ) muszą zdecydować, czy taka impreza ich satysfakcjonuje.

Właściwie nasze przyjęcie poślubne stało się wypadkową opcji: 3., 5. i 7.

O tym, jak się to wszystko udało i jak przypadkowo przerodziło się w przyjecie naszych marzeń, napiszę w kolejnym poście 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s