Pierwsze koty za płoty, czyli lista gości weselnych

Uwierzycie, że za listę gości zabieraliśmy się po raz pierwszy już chyba 3 lata przed ślubem?

kotek-plotek

Pierwsze koty za płoty – lista gości weselnych
Fot. archer10 (Dennis) – Flickr.com

Nie planowaliśmy nic konkretnego, ale wiedzieliśmy, że prędzej czy później chcemy się pobrać i dobrze byłoby wiedzieć, jaka w ogóle ilość osób wchodzi w grę na potencjalnym weselu.

Chyba nie muszę dodawać, że każdorazowo sporządzanie takie listy spełzało na niczym? Poziom frustracji sięgał zenitu przy sto-którymś gościu, a frustracja w ogóle się pojawiała, gdyż… ja od zawsze marzyłam o skromnym przyjęciu zamiast wielkiego wesela i nijak ilość gości nie chciała współgrać z moją wizją! Tak więc dawaliśmy sobie spokój i za pół roku próbowaliśmy znowu…

W maju 2013 roku, gdy już tak naprawdę naprawdę postanowiliśmy się pobrać, przyszło nam się z tą trudną listą zmierzyć i postawić sobie kilka ważnych pytań:

  1. „Robimy wielkie wesele dla wszystkich” – odpada, nie chcemy wesela!
  2. „Robimy małe wesele na 60 osób” – byłoby idealnie, ALE nie da się wydzielić tych 60 osób tak, żeby pozostałe 60 się nie obraziło…
  3. „Pobieramy się sami za granicą” – nieee, chcemy żeby była przy nas rodzina,
  4. „Pobieramy się tylko w towarzystwie najbliższej rodziny (rodzice + rodzeństwo)” – nieee, chciałabym jeszcze żeby przyjaciółka X, kuzynka Y i dwie znajome Z były z nami…
  5. „Czyli robimy wielkie wesele?” – Nie!!!
wizja

Hola, nie współgrasz z moją wizją!!! 😉
Fot. rocksee (Flickr.com)

W końcu znaleźliśmy złoty środek: zapraszamy wszystkich, ale tylko na uroczysty obiad weselny. 120 osób na miły wspólny posiłek. Zapraszamy tych, których zaprosić pragniemy i tych, których zaprosić po prostu wypada. Byliśmy bardzo dumni ze swojego planu.

Ostatecznie odmówiło nam 60 gości, więc – o czym już wspominałam – w ich miejsce wynajęliśmy panów z gitarami i dołożyliśmy jeden posiłek na ciepło i… mieliśmy nasze wymarzone, małe przyjęcie 🙂

Oczywiście każda kolejna odmowa udziału w ślubie i obiedzie sprawiała mi dużą przykrość. Byłam przygotowana na 120 gości weselnych i każdy z nich był mile widziany i pożądany (nie ma nic gorszego niż zapraszanie gości z nadzieją na to, że się nie pojawią!). Było mi przykro do czasu, aż wynalazłam sposób na poradzenie sobie z tym smutkiem poprzez przeorganizowanie planu. Mówię Wam, zaproście gości na obiad, a potem zorganizujcie miniwesele – będą zachwyceni 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s