Dlaczego nie lubię wierszyków z prośbą o pieniądze?

Na wesele przybywajcie, o prezenty się nie martwcie,
by nie składać ich na stercie, niechaj zmieszczą się w kopercie!

portmonetka

Fot. Orin Zebest (Flickr.com)

Dziś chciałabym podzielić się z Wami kolejną, okołoślubną refleksją, a mianowicie:

Dlaczego wierszyki z prośbą o pieniądze (dołączane do zaproszeń ślubnych) są moim zdaniem nietaktowne?

Pewnie wielu z was zauważyło popularny ostatnio trend załączania do zaproszeń przeróżnych wierszyków.

O ile wierszyki sugerujące jakiś prezent zamiast kwiatów uważam za akceptowalne i sensowne (jeśli tylko mają naprawdę zgrabną, a nie wymuszoną formę i częstochowski rym), o tyle wierszyki proponujące gościom podarowanie młodej parze pieniędzy zamiast prezentów są dla mnie co najmniej zatrważające.

Dlaczego?

Jak już pisałam ostatnio (Dlaczego nie lubię wesel?), zupełnie nie zgadzam się z ideą, że „ślub powinien się zwrócić” a każdy gość musi opłacić swój „talerzyk”. Uważam, że zapraszamy kogoś na ślub i wesele dla niego samego, a nie po to, aby się dobrać do jego portfela i żeby się dołożył do naszej szalonej imprezki. A jeśli nie było nas stać na zasponsorowanie gościom tak dużej i eleganckiej uroczystości i dlatego liczymy na zwrot kosztów? No cóż… uważam, ze w takim wypadku powinno się rozważyć mniejsze przyjęcie.

Jeśli ktoś ma odłożoną sumę pieniędzy i zapragnie podarować ją nam na nową drogę życia to, bez obaw, zrobi to, nawet jeśli nie „przyciśniemy” go wierszykiem.

Tymczasem gość, który nie bardzo ma czym wypełnić kopertę i wolałby może zakupić prezent (rzecz mniej oczywistą, która nie krzyczy od razu z daleka ile jest warta), napotyka tu na mały problem, gdyż czuje się zmuszony do włożenia pieniędzy w kopertę. A nie bardzo wypada włożyć do niej 143 zł, które zaplanował np. na zakup pościeli, więc musi zaokrąglić. A zaokrągli zapewne w górę. Taki gość raczej nie będzie się czuł komfortowo w konfrontacji z „niepozornym” wierszykiem.

slub-i-gotowka

Fot. Jenifer Corrêa (Flickr.com)

Ktoś może powiedzieć w obronie wierszyków, że one do niczego nie zmuszają, a jedynie sugerują. No dobrze, ale tą sugestią i tak stawiają gości w niezręcznej sytuacji i świadczą o nas. Moim zdaniem świadczą negatywnie. Przepraszam z góry, jeśli kogoś obrażę, ale ja osobiście umieszczenie na zaproszeniu takiego wierszyka uważam za objaw… pazerności.

To oczywiste, że pieniądze są bardzo potrzebne na nowej drodze życia. To oczywiste, że nikomu nie jest potrzebne trzecie żelazko, ale nie uważacie, że warto by zostawić tę decyzję gościom? Ciekawa jestem Waszego zdania 🙂

Co innego, jeśli ktoś z gości zadzwoni i zapyta, co by się nam najbardziej przydało – wtedy szczera odpowiedź jest oczywiście na miejscu. Ale stosowanie sytemu prewencyjnego, żeby przypadkiem gościom nie zachciało się buszować po sklepach w poszukiwaniu prezentu dla nas, w formie mało atrakcyjnego wierszyka, jest moim zdaniem… weselnym nadużyciem.

Reklamy

8 uwag do wpisu “Dlaczego nie lubię wierszyków z prośbą o pieniądze?

  1. Te wierszyki są tak dziecinne i nietaktowne. Nie lubię takiego narzucania, bo wiadomo, że jeśli ktoś liczy na to, że „ma się zwrócić”, to chce w tej kopercie powiedzmy 150-200zł od gościa (albo, jak kto woli: talerzyka :p). Jestem studentką i nie mogę sobie pozwolić na takie prezenty, dlatego ostatnio np. byliśmy z moim narzeczonym jedynymi osobami, które dały prezent. Sami też niedługo planujemy ślub i przyjęcie, ale nie zależy nam na tym „żeby się zwróciło”, tylko na spotkaniu z bliskimi. Wiadomo, pieniądze też by się przydały, ale raczej będziemy celować w prezenty rzeczowe, żeby nie musieć biegać po sklepach i kupować wszystkiego. A żeby prezenty się nie powtarzały, to zrobimy listę. Jak ktoś coś wybierze, będzie się mógł odznaczyć i nie będzie problemu z trzema czajnikami 🙂

    • Nam również w ogóle nie zależało na tym, żeby cokolwiek się zwróciło. Organizowałam tę imprezę z przekonaniem, że pragnę tych 60 osób ugościć, tak jak bym to zrobiła na urodzinach czy imieninach. Dzięki temu wesele przebiegło bezstresowo i w super atmosferze, a wszelkie zebrane pieniądze były miłą niespodzianką, a nie czymś na co liczyliśmy i czekaliśmy z obawą, że będzie za mało. Uważam nawet, że było ich za dużo i niektóre koperty wprawiły mnie w zakłopotanie.

      Pomysł z listą prezentów jest bardzo dobry: kto zechce podaruje Wam gotówkę, kto zechce prezent, a przy okazji żaden prezent się nie powtórzy, co jest komfortowe nie tylko dla Was, ale również dla gości 🙂

  2. a ja uważam, że tak jak wierszyki o pieniądzach tak samo i listy prezentów są „wymuszaniem”
    od gości, zwłaszcza te listy, które oferują sklepy ze sprzętem czy porcelaną za 300zł od filiżanki…
    Inna sprawa jak już pisałaś wyżej jak nie stać kogoś na wyprawienie wesela to niech go po prostu nie robi… Moja mama mi sugerowała, dziecko jak masz wydać kilkadziesiąt tysięcy na to, by goście pobawili się i popili przez jedną noc to może lepiej weź te pieniądze i jedźcie w podróż poślubną taką na drugi koniec świata, abyście coś zwiedzili, razem coś przeżyli, mieli wspólne wspomnienia i piękne zdjęcia i na starość mieli co opowiadać swoim dzieciom. Jesteś moim jedynym dzieckiem i co zdecydujesz w tym Ci pomogę ale pamiętaj nikogo nie da się uszczęśliwić na siłę. Ale mi zachciało się wesela… już po – żałowałam, ale wiem, że był to mój wybór. Gdybym mogła cofnąć czas nie robiłabym wesela tylko jak mama radziła pojechalibyśmy daleko…

    • Rzeczywiście lista, która sugeruje prezenty droższe niż 300 zł brzmi jak wymuszenie. Przyznam, że tylko raz w życiu miałam do czynienia z listą prezentów i widniały na niej nawet drobiazgi, np. pieprzniczka i solniczka, na które każdego było stać. Jeśli jako gość dostałabym w ręce listę powyżej moich możliwości finansowych nie miałabym problemu z tym, aby ją zlekceważyć 😉

      My urządziliśmy nieduże, niezupełniewesele za kilkanaście tysięcy, było to poza miejscem zamieszkania, więc czuliśmy się troszkę jak na urlopie, mamy kupę fajnych zdjęć (fajnych nie równa się pięknych i doskonałych) i jeszcze więcej wspomnień. Imprezę organizowaliśmy „na wariata”, więc i wnukom będzie co opowiedzieć. Póki co nie żałuję ani złotówki 🙂

      P.S. Ale postawa Mamy – naprawdę wspaniała! To się rzadko zdarza wśród rodziców.

  3. Też uważam, że te wierszyki są słabe i gość powinien mieć wybór. My robimy listę prezentów, na której znajdują się rożne rzeczy – od drobiazgów za 50 zł po większe rzeczy za kilka stów. Każdy może wybrać to, na co może sobie pozwolić, a jak ktoś będzie wolał przynieść kopertę – też będziemy szczęśliwi.

    • Jak tak przeglądam różne fora, to z żalem stwierdzam, jak bardzo pary młode są łase na pieniądze. Wiadomo, każdy lubi takie prezenty ;), ale gdy w grę wchodzi oburzenie, że ktoś dał mniej niż wyniósł jego „talerzyk” to dla mnie to już jest sroga przesada 🙂
      Lista prezentów to fajny pomysł, goście mają przydatną sugestię, a przecież i tak zrobią, co chcą 😉

  4. Pingback: A zwróciło się Wam wesele? | No to siup ŚLUB!

  5. 100% się zgadzam. Ślub zobowiązuje do taktu i elegancji, a takie prośby i sugestie są nietaktowne i dalekie od elegancji. Poza tym i tak wiekszosc gosi pewnie przyniesie koperte, bo tak wygodniej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s