„W ręku zielony badylek…” – czyli o bukiecie ślubnym słów kilka

No wiem, będzie strasznie oryginalnie 😉 Chyba jeszcze nikt w historii blogosfery nie napisał o bukiecie ślubnym?!

Mimo wszystko mam nadzieję, że ten artykuł zainteresuje wszystkie nieidealne, nieperfekcyjne i z lekka zakręcone panny młode.

Może z ulgą uświadomią sobie, że „nie one jedyne”?

Tylko proszę, nie wyobrażajcie sobie, że poszłam do ślubu z pękiem mleczy spod bloku czy ze wspomnianym w tytule badylem 😉 Mój bukiet ostatecznie zaskoczył mnie bardzo pozytywnie i znalazł się w czołówce moich ulubionych kwiatów w życiu – tuż za uroczym bukietem z zielonej koniczynki, który dostaliśmy w prezencie ślubnym.

Bukiecie przedstaw się Państwu:

bukietWygląda zupełnie zwyczajnie prawda? Mniej zwyczajna była historia jego zdobycia i to, że ani razu nie widziałam na oczy ani pani kwiaciarki ani nawet kwiaciarni 😉

Jak już wspominałam, nasz ślub odbył się w podgiżyckiej wiosce około 300 km od miejsca, w którym zamieszkujemy. Ponieważ trudno zorganizować sobie bukiet ślubny na odległość, a nie miałam czasu jechać do Giżycka w poszukiwaniu stosownej kwiaciarni, postanowiłam skupić się tylko na tych firmach, które mają swoje strony internetowe (najlepiej z możliwością szybkiego kontaktu ze sprzedawcą i licznymi zdjęciami bukietów).

Okazało się, że Giżycko to nie Warszawa i właściwie znalazłam tylko jedną kwiaciarnię, która spełniała moje oczekiwania i która miała coś lepszego niż stronę, miała swój – regularnie aktualizowany – fanpage na Facebooku! Moja droga po bukiet została więc usłana różami…

Szybko upatrzyłam sobie jedno ze zdjęć w facebookowej galerii bukietów (szukałam czegoś w stylu rustykalnym, pasującego do wesela w karczmie i do koronkowej sukni ślubnej) i zapytałam o możliwość zamówienia czegoś podobnego. Dla przemiłej Pani kwiaciarki nic nie było problemem. Umówiłam się na konkretną datę, wpłaciłam „zadatek” (w Giżycku wszyscy tak mówią na zaliczkę i choć sama pochodzę z Mazur – pierwsze słyszę! 😉 ) i jeszcze zaznaczyłam tylko, że proszę o jakąś koronkową wstążeczkę.

W dniu ślubu, gdy fryzowałam się u fryzjera i malowałam u malarza, mój niedługojużmąż odebrał bukiet, który… okazał się zupełnie inny niż na zdjęciu, ale z miejsca skradł moje serce.

Dostałam też trzy małe butonierki i kilka białych i różowych kwiatków we włosy. Skorzystałam z białych, a różowe powpinałam siostrzenicom, jak nie patrzyły 😉

Tak więc dziewczyny, śmiało można zamówić bukiet ślubny przez internet! Przebiega to mniej więcej, jak najzwyklejsza wizyta w kwiaciarni, tylko nie pachnie 😉

Reklamy

4 uwagi do wpisu “„W ręku zielony badylek…” – czyli o bukiecie ślubnym słów kilka

    • Dziękuję i serdecznie polecam bukiety internetowe – fajnie mieć taką niespodziankę z nutką niepewności, z odrobiną adrenaliny…
      No, pod warunkiem, że nie jest się perfekcyjną panną młodą 😉
      P.s. tylko nie polecam kwiaciarni internetowych (drogo, a bukiety w rzeczywistości w ogóle nie przypominają tych ze zdjęcia)! Lepiej wybrać zwykłe kwiaciarnie, które po prostu mają swoje strony w sieci albo Facebooka!

  1. ‚zadatek’ to jest po prostu bezzwrotny, a zaliczka zwrotna, dlatego pani użyła określenia „Zadatek” gdybyś zrezygnowała to byś pieniędzy nie odzyskała, od taka różnica.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s