Dzieci na weselu

Natknęłam się ostatnio na sporo dyskusji na temat: czy zapraszać dzieci na wesele? Przyznam, że tego typu dylematy nie towarzyszyły mi, gdy sama planowałam ślub, jednak problem zaintrygował mnie na tyle, że postanowiłam się wypowiedzieć w temacie.

dzieci

Fot. Laura Dye (Flickr.com)

Niektóre panny młode piszą wprost, że nie lubią dzieci i zastanawiają się, czy wypada nie ujmować ich małych szanownych osóbek w zaproszeniu. Nie, nie, te zdrobnienia nie mają na celu zmiękczenia Waszych serc, ale rzeczywiście są już pierwszym sygnałem tego, co ja o tym wszystkim myślę 😉

Nie lubię… ludzi?

Po pierwsze nie rozumiem stwierdzenia: „nie lubić dzieci”. Ludzie to ludzie, niezależnie od wieku. No bo jak by to brzmiało, gdybym powiedziała, że nie lubię ludzi koło 30 i zastanawiam się czy wypada nie zaprosić ich na wesele? 🙂

Ja dobrze wiem, że dzieci są hałaśliwe, nieokrzesane, a porządek to ostatnie, co je interesuje, ale… takie po prostu są… czy to wystarczający powód, aby ich nie lubić, a tym samym wykluczać z rodzinnych imprez?

Mój pierwszy bal…

Spotkałam się też z mrocznymi historiami o tym, jak dzieci zepsuły młodej parze pierwszy taniec. Zaznaczę, że idea wyuczonego, pokazowego pierwszego tańca nie jest dla mnie do końca zrozumiała, ale jak ktoś chce – to szanuję, jednakże… Co to znaczy „zepsuły”? Przegryzły kable? Wyłączyły oświetlenie? Zrzuciły żyrandol na głowę? Jeśli tak – należy się bachorom reprymenda! Ale zwykle chodzi o sprawy mniejszej wagi: dzieci podbiegły i para młoda musiała z nimi zatańczyć.

Czy naprawdę taniec z dziećmi świeżo poślubionej w duchu katolickim pary to taka straszna tragedia?

dzieci-na-weselu

Fot. Laura Dye (Flickr.com)

To nasz dzień!

Na forach internetowych spotkać się można z buntowniczym stwierdzeniem: to nasz dzień i my ustalamy zasady! No cóż czasem młoda para wciela się w rolę królewskiej pary, którą można tylko podziwiać z daleka a osobistej audiencji dostąpią jedynie wybrańcy 😉

Oczywiście maluchy sypiące kwiatki wyglądają uroczo i każdy je chętnie zatrudni do tej roli. Królewska para stąpająca po kwiecistym dywanie to obrazek doskonały. I takie piękne zdjęcia potem wychodzą… Wszystkie maluchy, które umiecie już czytać apeluję do Was: nie róbcie tego za darmo! 😉

To nie miejsce dla dzieci

Niektórzy uważają, że suto zakrapiana impreza to nie jest miejsce dla dzieci, że niepotrzebnie napatrzą się na pijanych wujków, a poza tym szybko się znudzą i będą marudzić. To już bardziej racjonalne argumenty, ale i tak uważam, że troskę i decyzję powinniśmy zostawić rodzicom.

Czy na pewno psują?

Dla mnie wesele to powinna być impreza rodzinna, gdzie radość i spontaniczność liczą się bardziej niż elegancja i perfekcyjność. Jeśli chcemy ten czas spędzić z rodziną i dzielić z nią naszą radość, nie ma szans, żeby jakiś 5-latek zepsuł nam cokolwiek!

A może dzieci swoją spontanicznością, bezpośredniością i radością życia ratują nasze wesela, które niebezpiecznie zmierzają ku nieżyciowym wzorcom z filmów romantycznych i bajek Disneya?

Reklamy

6 uwag do wpisu “Dzieci na weselu

  1. Przez to, że „wesela nie są dla dzieci”, na pierwszy ślub poszłam już jako dorosła osoba, w wieku 22 lat. Do tego czasu byłam stałą bywalczynią pogrzebów. Przypuszczam, że gdybym wcześniej uodporniła się na niektóre weselne zwyczaje i to, jak bardzo zgrzytają ze sobą, może inaczej patrzyłabym na to teraz. Ma to jednak również plus: nie wiem, co to znaczy „tradycyjne wesele”, więc nie muszę się dostosowywać do norm innych niż własne 🙂

    • Miałam podobnie! Pierwszy raz byłam na czyimś ślubie jako 19-latka i w dodatku jako nikomu nieznana osoba towarzysząca 😉

      Uważam, że „tradycyjne wesele” można odnieść już tylko do kultury ludowej. Uczyłam się o takim na archeologii 😉

      • Można jeszcze iść w stronę tradycji rodzinnej. U mnie oznaczałoby to jedwabną sukienkę DIY, turkusową Hondę oraz słupek z autostrady na nocy poślubnej… Bo taką właśnie imprezę miała moja Mama 🙂 Z tradycją ludową – stety lub niestety – nie mamy nic wspólnego, chyba że liczyć czytanie Wyspiańskiego.

      • Och, mam nadzieję, że kiedyś przeczytam o imprezie Twojej mamy na Twoim blogu! 🙂 Narobiłaś mi smaka 😉

        Moja mama wystąpiła na swoim ślubie w tradycyjnej… plisowanej mięcie 😉

  2. Ja na wesela chodziłam od dziecka. Po godzinie 22 ciocia z wujkiem zabierali mnie do domu, usypiali i czekali na powrót rodziców. Pamiętam tylko, że nie lubiłam wesel na których nie znałam innych dzieci, ale za to zawsze lubiłam Panny Młode (i, zwłaszcza mojej chrzestnej, prawdopodobnie lekko przeszkadzałam, bo była taka fajna, ładna, miła itp.).
    Ja obecnie w najbliższej rodzinie nie mam małych dzieci. Gdy miałam, to je uwielbiałam i mogłabym przetańczyć z nimi całe wesele. Obecne dzieci, już z dalszej rodziny (takiej widywanej 2-3 razy w roku), nie są mi bliskie i nie miałabym ochoty z nimi podczas wesela się bawić. Chętnie je zaproszę, zapewnię odpowiednie atrakcje, ale nie chciałabym aby przez całe wesele za mną biegały.

    • Racja, panna młoda przyciąga małe lepkie rączki jak światło ćmy 😉 Ale to jest słodkie. Niejedna dziewczynka marzy żeby być księżniczką, a tu ma taką piękną księżniczkę na wyciągniecie ręki!
      To normalne, ze kochamy i uwielbiamy dzieci tylko z najbliższej rodziny i na moim weselu tylko te ze mną tańcowały. Dzieci mniej znane chyba wstydziły się mnie nagabywać, albo zwyczajnie nie miały na to ochoty 😉 i jakoś tak wszystko naturalnie samo się ułożyło. W sumie mieliśmy na ślubie 10 dzieci w wieku od 4 miesięcy do 15 lat i każde z nich było wspaniałym małym gościem 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s