Zdziczała Marlenka*

Nie wiem czy już wspominałam o tym, że pracuję w domu.

Od kiedy pracuję w domu poważnie zdziczałam. A to już 4 lata!

Mam superwygodną i bezstresową pracę bez bezpośredniego kontaktu z ludźmi (nie liczę listonosza, kominiarzy z kalendarzami i moich kochanych świadków Jehowy, na których ćwiczę asertywność – po ślubie jednak przestali mnie odwiedzać, muszę zatem znaleźć sobie inny „worek treningowy”).

Ów kontakt z ludźmi, a raczej jego brak, był zawsze dużym minusem pracy tego typu, dopóty… dopóki się nie przyzwyczaiłam vel. zdziczałam. Gdy dodatkowo słyszałam opowieści koleżanek na temat plotek i niesnasek spotykanych w pracy np. urzędowej, utwierdzałam się w przekonaniu, że święty spokój jest właściwie w cenie.

Z czasem zauważyłam jednak, że załatwienie czegokolwiek sprawia mi coraz większą trudność. Telefony, dokumenty, reklamacje – po prostu odwykłam od ludzi.

Dziś miałam przed sobą bojowe zadanie: zwrócić jegginsy w Lidlu i nawet nie wiecie, ile kosztowało mnie to emocji!

Ale po kolei:

Co to są jegginsy? To jeanso-legginsy, typowe „gumówki” z dawnych czasów.

Dlaczego je zwracałam? Bez wahania (i rzecz jasna bez mierzenia) wzięłam sobie rozmiar 36, bo to przecież ta duża, niemiecka rozmiarówka, po czym okazało się, że jegginsy niekoniecznie chciały wpuścić mnie do środka. To moja kolejna przygoda z rurkami i kolejna nieudana. Mogłabym się wreszcie nauczyć, że to spodnie nie dla mnie! Nawet jeśli są w moim rozmiarze, nie mogę pozbyć się uczucia, że ich obcisłość utrudnia mi zginanie kolan i przepływ krwi w tętnicach udowych.

Przebieg akcji: cała przejęta ubrałam się i umalowałam, układając w głowie plan zwrotu, przypominając sobie, jak bardzo jestem asertywna i jak to umiem walczyć o swoje. Oddałam spodnie z błyszczącymi oczami i rumieńcem ekscytacji. Serce biło mi jak szalone. Procedura zwrotu okazała się zaskakująco prosta, bezemocjonalna i rutynowa! Byłam nawet trochę zawiedziona…

Byłam też (i nadal jestem) załamana tym, jak człowiek może się cofnąć w swoim obyciu. Naprawdę nie jest powodem do dumy, że zwrot czerwonych gatek urasta do najbardziej emocjonującego wydarzenia dnia czwartkowego!

Mam więc kolejne noworoczne postanowienie: kupować więcej niepasujących ciuchów, a potem je zwracać, by nabrać wprawy w kontaktach międzyludzkich i zniwelować nieco efekty zdziczenia. Genialne, nieprawdaż?!

A może ktoś z Was pracuje w domu i ma jakieś równie ciekawe propozycje pracy nad sobą? 😉

*Tytuł inspirowany „Pingwinami z Madagaskaru” i odcinkiem: „Ni wydra, ni… „.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Zdziczała Marlenka*

  1. Nie znosiłam nawet przymierzać rurek, bo zawsze miałam wrażenie, że jak się w nie wcisnę, to już nie wyjdę 😉 To się skończyło, kiedy przymierzyłam Levisy. Mają dość dużo lycry/elastanu czy czegośtam i w ogóle nie czuję, że mam je na sobie 🙂

    Co do zdziczenia… Właśnie dlatego nie lubiłam pracować w domu 😉 To ma swoje plusy, oczywiście, ale ja wolę mieć ludzi wokół siebie. Nawet kiedy dyskutują tak głośno, że nie umiem sklecić zdania 😉

    • Dzięki za radę! Przyjrzę się bliżej Levisom, jak tylko trochę się wzbogacę 😉

      Cieszę się, że nie jestem jakaś z innej planety z moim podejściem do rurek, zapewne te, na które trafiłam były po prostu kiepskie!

      Z przyjemnością przylgnęłabym do grona dyskutujących głośno ludzi, nawet jeśli utrudnialiby mi skupienie, jednak ludzie plotkujący i dzierżący pod pachami świnie w celu podłożenia ich komuś pod nogi już mnie tak nie kuszą 😉

      • Ja mam idealną pracę – plotek i świń brak 🙂 Ale wiem, że to rzadkie szczęście. Zresztą najważniejsze jest, żeby pracować w warunkach, które komuś odpowiadają 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s