Mój pierwszy bal…

Mój pierwszy bal,
te walczyki leciutkie jak świerszcze…
(Agnieszka Osiecka/Kalina Jędrusik)

pierwszy-taniec

To niestety nie ja – daleko mi do ślicznej blondynki 😉 Fot. Donna Boley (Flickr.com)

Uświadomiłam sobie, że tak właściwie nie do końca rozumiem ideę pierwszego tańca weselnego.

Logicznym dla mnie jest, że któryś z tańców musi być tym pierwszym, wszak inaczej nie sposób zacząć imprezy, ale… nigdy nie przemawiał do mnie pierwszy, wyćwiczony, wystylizowany taniec na oczach wszystkich gości. A już zupełnie nie pojmuję napięcia z nim związanego i obaw o to, czy układ zostanie należycie spamiętany i czy jakieś niesforne dziecko nie wedrze się w tym czasie na parkiet.

Pewnie, pierwszy taniec to tradycja, to piękny symbol – para młoda otwiera wesele a przy okazji ma chwilkę na odrobinę autoprezentacji. Pierwszy taniec jest romantyczny – tańczymy przecież do ulubionej piosenki, a poza tym doskonale prezentuje się na zdjęciach i filmie z wesela.

Ale… nie byłabym sobą, gdybym nie znalazła tu jakiegoś ALE

No bo czy kurs tańca specjalnie na potrzeby wesela, to już nie przesada? Czy naszym zadaniem jest zrobić show dla gości? Czy mamy udawać zawodowych tancerzy? Czy nie wystarczy, że zatańczymy do ulubionej melodii tak, jakbyśmy to zrobili sami we dwoje nie mając żadnej widowni?

Co jest dla Was bardziej romantyczne: panna młoda załamana, że jej luby rusza się jak kołek i pan młody cały zestresowany, bo wydał krocie na naukę tańca, ale czuje, że właśnie wszystko zapomniał czy młodzi objęci w swobodnym, naturalnym uścisku, bujający się w rytm ładnej melodii, wpatrzeni sobie w oczy tak, jakby cały świat wokół nie istniał?

Albo co wydaje się bardziej normalne i naturalne: panna młoda z rozbieganym wzrokiem śledząca wszystkie dzieci podejrzanie podrygujące na krzesełkach w rytm ICH pierwszotańcowej piosenki czy młodzi włączający do tańca malucha, który właśnie do nich podbiegł? Kiedyś spotkałam się ze stwierdzeniem, że zatańczenie kółeczka z niesfornym gościem weselnym w wieku dziecięcym to „żenada”. Jejku, naprawdę?

Czy zaskoczę Was mówiąc, że u nas nie było pierwszego tańca? Nie czułam potrzeby wystąpić z lubym w romantycznym uścisku na oczach gości, a poza tym zbyt wiele piosenek należy do naszych ulubionych 😉 Przy drugiej chyba piosence wystąpiliśmy jednak na parkiet – ja ciągnięta przez moją siostrzenicę i mąż ciągnięty przeze mnie. Dołączyliśmy do reszty dzieciaków radośnie podrygujących na sali. Po efektownym kółku graniastym przy „Easy” Faith No More (dobrze się trafiło – uwielbiam tę piosenkę!) śmiałam się z koleżankami, ze ten „pierwszy taniec” to naprawdę bardzo romantyczne przeżycie!

Nie chciałabym być źle zrozumiana: absolutnie nie krytykuję par, które mają ochotę mieć pierwszy taniec z prawdziwego zdarzenia i robią to z przyjemnością (oboje!). Nie rozumiem jednak napięcia, ciśnienia i stresu towarzyszących temu przyjemnemu wydarzeniu 🙂 Pierwszy taniec w naszym wykonaniu nie byłby spełnieniem marzeń ani realizacją wizji idealnego wesela, toteż zupełnie z niego zrezygnowaliśmy.

A jak to było u Was?

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Mój pierwszy bal…

  1. Myślę, że ta profesjonalizacja pierwszego tańca to efekt upowszechnienia się różnego rodzaju zapisów tego momentu. 20 czy 30 lat temu nie było YouTube’a, ba, nie było nawet filmów z wesela. Nie było też „Tańca z Gwiazdami” i innych programów, które z byle cioci Jadzi robią ekspertkę od techniki tanecznej 😉

    Młodzi ćwiczą, bo mieć na filmie 4 minuty bujania się to nuda – także dla gości. A mało który kamerzysta potrafi uchwycić tę magię między dwojgiem ludzi, która wtedy się dzieje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s