Pójdziem na jagódki, wysmarujem bródki…

Czyli o karmieniu się tortem weselnym.

Przyznam, że to jeden z weselnych „zwyczajów”, którego bardzo nie chciałam wcielić w życie na swoim przyjęciu.

torcik

Fot. Ray Smith (Flickr.com)

Wydaje mi się, że rozumiem mniej więcej sens tej czynności: pierwszy symboliczny kawałek tortu i wzajemne „jedzenie sobie z dzióbków” – jest dobrobyt, jest współpraca, jest rodzinna harmonia…
Czytaj dalej

Zdziczała Marlenka*

Nie wiem czy już wspominałam o tym, że pracuję w domu.

Od kiedy pracuję w domu poważnie zdziczałam. A to już 4 lata!

Mam superwygodną i bezstresową pracę bez bezpośredniego kontaktu z ludźmi (nie liczę listonosza, kominiarzy z kalendarzami i moich kochanych świadków Jehowy, na których ćwiczę asertywność – po ślubie jednak przestali mnie odwiedzać, muszę zatem znaleźć sobie inny „worek treningowy”).
Czytaj dalej

Ta jedyna…

Nie, nie będę rozważać o tej jedynej, ukochanej i najlepszej wybrance serca mężczyzny – jego żonie 😉 Dziś pójdzie na ruszt… suknia ślubna!

Czyli: ta jedyna, wyjątkowa, bodaj najpiękniejsza i najważniejsza kreacja w naszym życiu. Hmmm choć w sumie ważniejsza z czasem może okazać się koszula porodowa… Zatem pójdźmy na kompromis: suknia ślubna to jedno z najważniejszych ubrań życiu każdej kobiety.

ta-jedyna

Źródło: Maegan Tintari (Flickr.com)

No bo jakiego podejścia do ślubu byśmy nie miały i jak obojętne by nam nie były stereotypy i tradycje, żadna z nas raczej nie podejdzie obojętnie do wyglądu własnego. Bo i po co, skoro ładny wygląd to przecież sama przyjemność? 😉

Czytaj dalej